Masz ochotę na Othello? Warszawa odpowiedziała: tak

Turniej w Warszawie może nie należał do najdłuższych, ale zdecydowanie był jednym z tych, po których wychodzi się z myślą: naprawdę szkoda, że to już koniec. Rozgrywki odbyły się w sali OSiR Ochota i obejmowały 5 rund rozegranych systemem szwajcarskim. Co ważne, wszystkie partie były rankingowe, więc przy planszach nie było miejsca na taryfę ulgową — każdy grał na serio, o każdy pion i każdy punkt.

A jednak mimo tej sportowej stawki atmosfera przez cały dzień była wyjątkowo rodzinna i swobodna. Było dużo uśmiechu, rozmów i zwyczajnej radości ze wspólnego grania. Wielu uczestników zgodnie przyznawało, że spokojnie można było dorzucić jeszcze 2–3 rundy, bo apetyt na Othello pozostał naprawdę spory. I to chyba najlepszy dowód na to, że turniej po prostu się udał.

Miłym akcentem turnieju był powrót Marcina Rossiana, którego od bardzo dawna nie oglądaliśmy przy planszy. Wszystko wskazuje na to, że nie brał udziału w turniejach od co najmniej kilkunastu lat, więc tym fajniej było znów zobaczyć go w akcji. Mamy nadzieję, że to dopiero początek częstszych powrotów, a nie jednorazowy występ. Wydaje mi się, że wspominał mi kiedy był jego ostatni turniej i najprawdopodobniej było to w Bydgoszczy, ale tutaj moja pamięć już mnie teraz zawodzi, więc to najlepiej potwierdziłby sam Marcin…

Na sali pojawili się też ludzie, którzy w świecie Groteki i sportu dla wszystkich nie są przypadkowymi nazwiskami. Cezary Domińczak to nie tylko człowiek od „ogarniania rzeczy”, ale też ktoś, kto od lat przewija się przy organizacji wydarzeń i materiałów związanych z Othello oraz szerzej pojętą aktywnością gier logicznych
Był też Sławomir Majszak — i samo jego pojawienie się dodawało temu spotkaniu trochę klimatu ludzi, którzy nie trafili tu z przypadku, tylko są częścią większej historii wokół Groteki i środowiska skupionego wokół takich inicjatyw.

Początek turnieju zaskoczył nas nie małym zamieszaniem związanym z meczem Michała Buki i Pawła Pęczkowskiego. Przy wpisywaniu wyniku Michał omyłkowo przypisał sobie rezultat Pawła, a Pawłowi swój. Więc Paweł mimo wygranej, w FTP (FlipTheDisk) zakończył mecz z wynikiem 9 – 55, zamiast odwrotnie. Później się okazało, że system nie pozwalał już łatwo tego skorygować, co wymusiło usunięcie rundy i spowodowało 30-45 minutową przerwę techniczną.
Ostatecznie potrzebna była interwencja Dmitry’ego Atamanova – administratora aplikacji FTP, dzięki któremu wszystko udało się przywrócić i turniej mógł toczyć się dalej.

Osobną historią był mecz Marka Szałankiewicza z Michałem Buką, oficjalnie zakończony wynikiem 33:31 dla Marka.
… ale dopiero po zakończeniu partii okazało się, że w nerwach i pod presją czasu Michał w ostatnich kilku ruchach przypadkowo nie odwrócił dwóch pionów. Gdyby to zrobił, wynik byłby dokładnie odwrotny! Marek może więc mówić o naprawdę ogromnym szczęściu, a wszyscy pozostali dostali kolejne przypomnienie, że w Othello nawet najmniejszy detal potrafi zmienić wszystko.

Można by pomyśleć, że największymi gwiazdami turnieju byli Dominik Nowak czy Paweł Pęczkowski — ale nic bardziej mylnego…

…Jeśli wskazać jedną prawdziwą gwiazdę tego wydarzenia, to była nią bez wątpienia kilkuletnia Helena Krawiec. Swoją sympatyczną, charyzmatyczną energią zauroczyła wszystkich, a do tego dołożyła coś jeszcze ważniejszego — naprawdę świetną grę. Jej umiejętności i wygrane partie zrobiły na uczestnikach ogromne wrażenie. Helena była jedną z tych osób, które rozświetlały swoim uśmiechem całą salę!
W kategorii Kobiet wystąpiły Helena Krawiec i Agnieszka Kaczor, a ich bezpośredni pojedynek w ostatniej rundzie miał dodatkowy ciężar i fajną turniejową dramaturgię. Ostatecznie to Helena Krawiec została najlepszą zawodniczką turnieju!

Zwycięzcą całego turnieju został:
Dominik Nowak – 1 miejsce

Mistrzynią w Kategorii Kobiet została:
Helena Krawiec

Mistrzynią w Kategorii Juniorów została:
Helena Krawiec


Dominik Nowak potwierdził klasę i zakończył turniej na pierwszym miejscu.

Paweł Pęczkowski również rozegrał bardzo solidne zawody, sięgając po drugą lokatę.

Na trzecim miejscu uplasował się Marek Szałankiewicz, który poza miejscem w najlepszej trójce…

….zapisał się też w pamięci uczestników za sprawą swojego zajebistego wąsa!!!

Ostatecznie mieliśmy niezapomniany turniej, na którym było sporo ciepłych emocji, trochę chaosu, kilka nieoczywistych zwrotów akcji, ale przede wszystkim było naprawdę bardzo fajnie. Dobra energia, sympatyczni ludzie, nowe znajomości i poczucie, że polska scena Othello ma się czym pochwalić. Jeśli po pięciu rundach główną skargą uczestników jest to, że chcieli grać jeszcze dłużej, to znak, że wydarzenie spełniło swoje zadanie z nawiązką.

Oby takich turniejów było jak najwięcej. A najlepiej: trochę częściej i trochę dłuższych.

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *